9.02.2015

Kiedyś to napiszę!



Jakoś od kilku miesięcy nie mogę się zebrać na napisanie relacji z mojego samotnego wyjazdu na Bałkany. Zwlekam i zwlekam. Niedługo zapomnę co tam robiłem :) Prawdziwa przygoda zaczęła się chwilę przed tym jak miałem opuścić Serbię. W końcu zrobiło się cieplej i wyszło słońce. To mnie podkusiło aby zjechać z głównej drogi i poszukać... czegoś.

6.02.2015

Idzie ku lekkiemu

Tak wyglądało moje leże zaraz po przygotowaniu
Od dłuższego czasu staram się i kombinuje aby zminimalizować ilość sprzętu jaki ze sobą zabieram, czy to na wypad do lasu, w góry, czy w dłuższą podróż motocyklem. W miniony weekend sprawdzałem opcje spania w zimie bez namiotu (ale z thermarestem i puchowym śpiworem). Poza małym niedociągnięciem jakim okazał się słaby naciąg płachty (co spowodowało przemoczenie śpiwora pod ciężarem śniegu) - patent jak najbardziej satysfakcjonujący. A jaka przyjemność kiedy plecak 3 kilo lżejszy. Im będzie cieplej tym łatwiej będzie jeszcze bardziej zminimalizować ekwipunek. Póki co za tydzień wypróbuję opcje zimowego hamaku.
A tak chwilę po północy kiedy szedłem spać
Z rana ktoś mnie podglądał
Przy okazji był to bardzo sympatyczny wypad do Puszczy Darżlubskiej w sporym i zacnym gronie ludzi związanych z akademickim klubem turystycznym AKK GDAKK - których z tego miejsca pozdrawiam.
Poranna puszcza zasypana puchem

10.01.2015

Długi film o miłości

Jacek Hugo-Bader to nieco kontrowersyjna postać polskiego reportażu. Zanim sięgnąłem po Długi Film o Miłości miałem okazję przeczytać tylko jeden tekst JHB, który ukazał się na łamach Kontynentów. Autor wspomnianego tekstu wydał mi się wówczas człowiekiem mocno zadufanym w sobie. Może jednak odniosłem takie wrażenie przez to, że jeden z moich ulubionych polskich autorów niegdyś niezbyt przychylnie wypowiedział się o JHB. W każdym razie tak wcześniej jak i teraz przy okazji niniejszej książki pojawiały się wobec jej autora zarzuty o konfabulację. Ile w tym prawdy wie tylko autor i osoby, które z nim tam były. 

2.12.2014

Damawand - czyli jak zdobyliśmy pięciotysięcznik



W czasie ubiegłorocznego wyjazdu dosyć nieoczekiwanie pojawiliśmy się na terytorium Iranu. Po kilku dniach tułaczki po ziemiach dawnych Persów ruszyliśmy ku naszej ostatniej przygodzie. Nie mogliśmy sobie odpuścić zdobycia pierwszego w życiu pięciotysięcznika. Na północy kraju, w pasmie gór Elburs, czaił się wysoki na 5671 m n.p.m Damawand. Challenge accepted!

17.11.2014

A czemu nie?

Gdzieś głęboko w albańskich górach - tylko ja i motocykl
Wiele osób przed wyjazdem, wiele osób w jego trakcie i jeszcze kilka po powrocie pytało - czemu pojechałem sam. Czy mi się chciało, czy tak nie nudno, etc.? Odpowiedź w tytule jak dla mnie całkowicie wyczerpuje temat. Ale spróbuje to jednak nieco rozjaśnić. Stojąc przed dylematem: jechać samemu albo nie jechać wcale, oczywistym jest dla mnie wybór pierwszej opcji - jechać! Nie ma co się oglądać na znajomych, którzy akurat nie mogą w tym terminie, może będą mogli w innym, a może wcale. Gdybym za każdym razem kiedy chcę gdzieś pojechać oglądał się za towarzystwem... cóż stracił bym kilka pięknych wypadów. Czy nudno? Wszystko zależy od nas samych, ja się specjalnie nie nudzę kiedy jeżdżę sam. Zwłaszcza, że naprawdę trzeba się starać aby podczas wyjazdu nikogo nie poznać i nie spotykać ciekawych ludzi. Samotny wyjazd na Bałkany okazał się bardzo obfity w takie spotkania, od mniszek w żeńskim klasztorze, przez bardzo biednych wiejskich gospodarzy, na których podwórku spałem, dwie szalone dziewczyny z Polski (Ania. Magda - pozdrawiam), czeskich bikerów, z którymi dwa dni przemierzałem albańskie szlaki, po sympatyczną rosyjską parkę w Ochrydzie, u której nocowałem oraz zwariowaną Tajwankę przemierzającą świat autostopem. A to nadal nie wszyscy. 
Jest oczywiście pewna obawa, że coś może pójść nie tak, że nagle na środku górskich bezdroży coś stanie się z motocyklem czy ze mną, ale gdyby zakładać tak z góry to bez sensu byłyby jakiekolwiek wyjazdu dalej niż do osiedlowego sklepu. 
Samotna podróż zmusza też do aktywniejszego działania i wchodzenia w interakcje. Nie można już podpierać się towarzyszem, wysłać go żeby o coś zapytał, czy coś załatwił (a ja tak lubię). Wszystko trzeba ogarniać samemu, nikt nic za nas nie załatwi. Nie ma czasu i miejsca na bariery językowe, społeczne, wstyd czy strach przed obcym. Jeśli się nie przełamiemy nasz wyjazd zamieni się we frustrującą walkę o przetrwanie, walkę z samym sobą.
Często ludzie tłumaczą się strachem i brakiem towarzystwa, z którym można ruszyć. Co mogę powiedzieć? Nie idźcie tą drogą, strach zastąpcie rozsądkiem, a towarzystwo znajdziecie już w drodze.

12.11.2014

A w lesie mgliście...

Tu nie ma się nad czym rozwodzić - niech zdjęcia mówią za siebie. Jesień to piękna pora, niekoniecznie w mieście. Za to w lesie inny świat. I wcale nie muszą to być rozpalone słońcem złote liście. Pozornie szara i bura pogoda, która przytłacza między blokami w lesie pokazuje zupełnie inne oblicze.

29.10.2014

Baltic Trip, czyli przez Karelię na Nordkapp

Norkdapp - koniec Europy
Ciągnie wilka do lasu. Już kiedyś byłem w Norwegii, jednak po tamtym wyjeździe pozostał spory niedosyt. Udało nam się wówczas zobaczyć spory kawałek południowej cześci kraju wikingów. Tymczasem odległa Północ cały czas chodziła mi po głowie. W mojej wyobraźni była to kraina ogromnych, pustych przestrzeni, lodowatego morza i nigdy niekończącego się dnia. No i oczywiście reniferów. Zebraliśmy się więc w tym roku i ruszyliśmy. W trójkę - z Rolandem i Anią, samochodem - pożyczonym. Żeby było ciekawiej przez Rosję. Trzy tygodnie i 10,5 tysiąca kilometrów. Tym  razem minimum tekstu, maksimum zdjęć. Zapraszam.