10.04.2014

Zjadłem Marco Polo



Było tylko kwestią czasu kiedy ta książka wpadnie w moje ręce. Bo wpaść musiała. Po pierwsze dlatego, że dotyczy regionu świata, który od pewnego czasu coraz bardziej mnie przyciąga - Azji Centralnej; a po drugie ze względu na jej autora.
Krzysztofa Samborskiego nie znam osobiście, ale to bardzo dobrze znana postać w środowisku motocyklowych podróżników. Człowiek, który do azjatyckich Stanów jeździ od ponad 20 lat. Kto miałby mi lepiej przybliżyć temat motocyklowych wojaży w tym rejonie jak nie on?

Kirgizja, Tadżykistan, Afganistan, potężne góry Pamiru i Hindukuszu nie są u nas zbyt popularne i znane. Jest jednak garstka osób, którym te nazwy rozpalają wyobraźnię. I tak też działa książka Sambora. Pisana na granicy relacji z wyprawy i reportażu, czyta się jednym tchem. Jej silą są właśnie owe reporterskie spostrzeżenia, które budują klimat miejsc i spotkań, a zarazem chronią autora przed typowymi dla motocyklowych (i nie tylko) relacji opisami: jedziemy, widzimy, śpimy i jedziemy dalej (które czasem sam popełniam). 
Ogromnym atutem książki są również piękne zdjęcia. Szkoda tylko, że korekta kuleje i sporo drobnych błędów znajdziemy w tekście. Swoją drogą kiedyś chyba wydawnictwa bardziej się do tego przykładały. Niemniej w żaden sposób nie umniejsza to wartości tej bardzo dobrej, podróżniczej lektury.
W czasach kiedy książki piszą ludzie po dwutygodniowej wycieczce na Bałkany, Krzysztof Samborski jest trochę jak wyrwany z kontekstu opowiadając o swoich przygodach dopiero po ponad 20 latach wypraw. Dzięki temu jednak dostajemy do ręki coś więcej niż garść pobieżnych spostrzeżeń z podziwiania krajobrazów.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza