6.06.2014

Perła Iranu

Plac Homeiniego i Meczet Piątkowy
Prawie dwudziestogodzinna podróż chińską ciężarówką mocno dała się nam we znaki. W Isfahanie jesteśmy o północy i jeszcze do 4 rano śpimy na pace fotona. W końcu jednak musimy się rozstać z Sabishem. Zostajemy sami gdzieś w mieście, którego kompletnie nie znamy. Cisza i spokój, bo wszyscy jeszcze śpią. Po kilku kilometrach rozkładamy się na ławce w parku i zasypiamy. Budzi nas odgłos biegających ludzi.
Cały park zamienił się w poranne studio fitness. Zdaje się, że biega całe miasto. Zostawiamy za sobą ten nieco surrealistyczny obraz i szukamy centrum, atrakcji, zabytków. Robimy szybki rekonesans w kafejce internetowej i decydujemy się na znalezienie jakiegoś motelu tak, aby móc na spokojnie, bez plecaków, poznać uroki miasta. Już drugi motel, do jakiego wchodzimy, spełnia nasze minimalistyczne wymagania. Pora na pierwszy prysznic w czasie naszego wyjazdu!! No i pranie.
Z całkowicie innym samopoczuciem ruszamy na miasto. Szybko zaczyna nam się podobać. Jest dobra pogoda, ludzie wołają za nami "Hello mister! How are you?", a irańskie dziewczyny uroczo się do nas uśmiechają. Przypadkowo poznany chłopak proponuje, że oprowadzi nas po mieście. Dużo opowiada o Isfahanie i naprawdę mocno nas przegania. Mamy już w nogach ze 40 km od rana i zaczynamy mieć dość. Niestety nasz przewodnik długo nie chce nam odpuścić. W końcu go przekonujemy, że nigdzie indziej jak do motelu już nie pójdziemy. Intensywne zwiedzanie w pigułce zwala nas z nóg. 

Dobrze rozprostować nogi po 20 godzinach w ciasnej kabinie samochodu
Im dalej w miasto tym robiło się przyjemniej
A co to za wykręceni kolesie robią nam zdjęcia? (fot. E. Jóźwik)
Plac Homeiniego, ponoć drugi po Tiananmen pod względem wielkości na świecie


Nad mostem Si-o Se Pol (Trzydziestu Trzech Łuków)
I pod mostem :)
Most Khaju - bardzo lubiane wśród mieszkańców miejsce spotkań

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz