29.01.2014

Jedziemy na północ

Tureckie przestrzenie czynią człowieka małym
Choć mieliśmy jechać na wschód, nad jezioro Van. Jednak dajemy się porwać pewnemu marzeniu, które zaczyna się w Trabzonie. Przynajmniej mamy taką nadzieję, że uda nam się tam załatwić jedną niezbędną rzecz. Tymczasem droga nad Morze Czarne rozpieszcza nas widokami. W zasadzie cały czas jesteśmy w górach, potężne masywy otaczają nas ze wszystkich stron.


A równiutki asfalt z pięknymi widokami gwarantuje ogromną frajdę
Zdarza się, że dobijamy do 2000 m n.p.m i wtedy robi się przyjemnie chłodno. Gdzieś po drodze nocujemy w polu kilkadziesiąt metrów od drogi. Ranek jest koszmarny, od 4 do 6 walczymy aby wypchnąć mój motocykl z tegoż pola. Niestety niesamowita ilość błota wraz ze ściętą, suchą trawą unieruchamia kompletnie przednie koło. Prędkość przemieszczania osiąga rekordowy wynik 70m/2h. Za to potem już jest tylko lepiej. Znowu fantastyczne widoki i czysta frajda z pokonywania kolejnych kilometrów, kolejnych winkli i prostych. I wszędzie dokoła góry. Zdarzył się nawet jeden turecki motocyklista :)
Brak wspólnych kompetencji językowych nie przeszkodził sympatycznej atmosferze tego krótkiego spotkania


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza