25.06.2012

Pierwsza pomoc

Umiejętne zdjęcie kasku może oszczędzić poszkodowanemu bólu i późniejszych problemów
Niewielu ludzi myśli o tym na co dzień, jeszcze mniej staje w sytuacji, kiedy trzeba umieć jej udzielić. Zapominamy, nie praktykujemy, myśląc, że nam się nie przyda a jak coś się wydarzy to zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi to za nas. Nic bardziej mylnego.
Dzięki chłopakom z forum TA - Neno i Remiemu, którzy przygotowują się do swojej wielkiej wyprawy, dzięki temu, że im się chce i im zależy, w ramach sponsoringu ekipa bartoszyckiego Al-Medu zorganizowała darmowe szkolenie z pierwszej pomocy. Aż dziw bierze, że pojawiło się nas tam tylko czworo. Obok mnie i chłopaków dobił jeszcze z Olsztyna klubowicz Abram. Ta frekwencja świadczy właśnie o tym co napisałem we wstępie, ewentualnie o tym, że jak coś jest za darmo to pewnie jest do dupy. Na to też zwrócił uwagę prowadzący szkolenie Bartek, skądinąd człowiek pełen pasji i wiedzy, którą potrafi umiejętnie przekazać.
Praktyka w takim szkoleniu jest obowiązkowa
Każdy w życiu miał jakieś podstawy udzielania pierwszej pomocy. Można mieć zastrzeżenia co do tego jak było to prowadzone i przekazywane, generalnie ważne, że było. My będąc tak nieliczną grupą mieliśmy okazje zadawać wszelkie nurtujące nas pytania, rozwiewać wątpliwości i obawy, obalać mity. Ale przede wszystkim sprawdzić się na fantomie podłączonym pod komputer. Jasne na szkoleniach widziałem fantomy, raz nawet na jednym ćwiczyłem ale bez komputerowego badania parametrów moich czynności. Niby to może nie ważne, ważne wszak, żeby ćwiczyć ale pokazuje w dobry sposób czy robisz źle, co robisz źle, co trzeba poprawić i jak. Świetna sprawa. 
Cztery Transalpy to gwarancja dobrej zabawy - koledzy na xl650v
Jako, że to szkolenie dla motocyklistów i pod kątem wyprawy w dzikie rejony Afryki, poruszyliśmy tematy związane z zagrożeniami, które czekają kiedy jesteś sam, czy w dwie osoby i nagle coś się dzieje. A na pustyni dziać może się wszystko. Kwestie udzielenia pomocy motocykliście, rzeczy o których na co dzień się nie myśli - jak zsunąć kask, aby nie pogłębić ewentualnych urazów kręgosłupa - informacje, które mogą okazać się bezcenne w przyszłości. 
Jasne lepiej, żeby żaden z nas w życiu nie musiał tych nabytych umiejętności weryfikować ale zawsze lepiej mieć tę świadomość, że coś się wie i zastosować tę wiedzę kiedy będzie to konieczne a nie stać w osłupieniu albo odwracać głowę. I co równie ważne odświeżać ją co jakiś czas. Pięć godzin, których z pewnością nie uznam za zmarnowane. Za to podziękowania dla Neno, Remiego i Bartka za umożliwienie udziału w tym szkoleniu.
Nad jeziorem w Kinkajmach
Po intensywnie spędzonym czasie poświęconym rzeczom ważnym, przyszedł czas na rzeczy przyjemne. Krótka trasa w okolicznym offie i wylądowaliśmy nad jeziorem w Kinkajmach. Znakomita miejscówa, dobra pogoda, rozbite namioty, ognisko i wódeczka w zacnym gronie. Niestety Abram musiał zawijać się do Olsztyna na noc. Zostało nas trzech. Wkrótce i Neno umęczony zaległ spać. A my z Remim jeszcze do późnej nocy, siedzieliśmy gadając o wyprawach, motocyklach i masie innych rzeczy, walcząc w międzyczasie o przywrócenie ognia.
Jest ogień jest i kiełbacha
Rano wstaliśmy gdzieś w okolicach ósmej, pozbieraliśmy graty i rozjechaliśmy się do domów. Remi to akurat miał blisko, zresztą nie omieszkałem skorzystać z jego gościnności a przy okazji sprawdzić tankbag, który chciał sprzedać - co mu się udało (dzięki czemu ja mam jeden problem rozwiązany). Neno cisnął aż pod Białystok do Zambrowa, a ja malowniczymi warmińskimi drogami do Elbląga.
Malownicze zakątki Warmii - rzeka Pasłęka
Jeszcze tylko postój w Gładyszach, gdzie zostałem oprowadzony przez miejscowego jegomościa imieniem Horst (kurde, nawet ten akcent mu pozostał) po okazałych ruinach niegdyś wspaniałego pałacu. Zawsze szkoda mi takich miejsc, zwłaszcza, że jeszcze do późnych lat osiemdziesiątych był on w nie najgorszym stanie. Teraz zostały tylko ściany pałacu i zabudowań gospodarczych, zarośnięte stawy oraz zachwaszczony park pełen różnych gatunków drzew. Ale jest szansa, że pałac odzyska swój blask, wszedł już  w posiadanie polsko-niemieckiej fundacji, która ponoć zamierza go odbudować. Oby się udało.
Gładysze - ruiny pałacu rodu Dohnów - holenderski barok XVIII w.
Większą część pałacu strawił pożar w roku 1986
Na pierwszym planie Horst - mój przewodnik
Pozostałe miejsca po piecach, kominkach czy obrazach świadczą o dawnej świetności wnętrza
Jednak co cztery Trampki to nie jeden, zwarta ekipa, chęci, dobre pomysły i jazda motocyklem nabiera jeszcze innych barw.

5 komentarzy:

  1. Fajnie fajnie :) takie wartościowe spotkanie, a ja jak Barnaba pustelnik samotnie po lasach i okolicach ujeżdżam swojego MTka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja niestety do soboty jestem bezczasowy i sobie nie poganiam a i pogoda wybitnie nie sprzyja. Ale może na niedziele jakiś wypad jak kolega ma czas?

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz całkowitą rację, wielu z nas myśli, że nigdy nie zdarzy się sytuacja w której będziemy musieli udzielić pierwszej pomocy, jest to błędne myślenie, ponieważ nie wiemy co spotka nas w życiu. Organizacja tego typu szkoleń jest bardzo ważna, i istotne jest, by oprócz części teoretycznej przeprowadzona została część praktyczna.

    OdpowiedzUsuń