24.07.2012

Studniówka Wagadugu

Jak to na studniówce - grupowe zdjęcie
Ponieważ do wyprawy Wagadugu 2012 zostało było sto dni, jej uczestnicy (tudzież organizatorzy) w osobach Remiego i Neno, postanowili uczcić ten fakt tradycyjnym polskim wydarzeniem jakim jest Studniówka. W tym celu sprosili fanów swoich poczynań oraz zaprzyjaźnione osoby do Świętajna pod Oleckiem gdzie w cichym i spokojnym nadjeziornym zakątku odbyła się studniówkowa feta.
Dla mnie i Asixa była to pierwsza okazja aby odbyć wspólnie tak długą trasę (w dwie strony wyszło ponad 500km) do tego z nowo nabytymi kuframi (co stanowiło małą wprawkę i test przed planowanym dłuższym i dalszym wypadem). Tak więc zapakowanym Trampkiem ruszyliśmy w sobotę z rana. Najpierw zajechaliśmy na śniadanie do Pęklewa skąd też zabraliśmy słynne Jadziowe ogórki kiszone i ruszyliśmy dalej lecąc przez Braniewo, Bartoszyce, Kętrzyn (świetny odcinek drogi między Bartoszycami a Kętrzynem) aż do Węgorzewa gdzie spotkaliśmy się z Gajosem z forum TA na Supere Tenere i jego kumplem Marianem na Bandycie. Chłopaki poprowadzili dalej przez Kruklanki gdzie dołączył Krynek i małą karawaną dolecieliśmy do Świętajna.
Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy albowiem nie zbraknie nam
A tam ludzi już sporo. Niektórzy przybyli już w czwartek. Część w piątek, większość w sobotę a ostatnie niedobitki dotarły również w niedziele.
Suto zastawiony swojskimi specjałami stół obiecywał niezłą wyżerkę (i wypitkę). Czego tam nie było. I smalec i ogórki (kiszone, konserwowe i całe wiadro małosolnych), i domowy chleb, i domowej roboty konserwa z łopatki (to twór Asixa), i kilogramy kiełbasy na ognisko, i cała masa cukierniczych wyrobów Neno. A wszystko w ilości jakiej nie powstydziłoby się porządne wiejskie wesele. Ale swojskość przejawiła się również w trunkach. Była więc i nalewka z Zambrowa i nalewka z Ostródy, i zupa (ta nazwa jest trochę myląca) ogórkowa, było i coś jeszcze ale już nie pomnę. Oczywiście tradycyjne polskie piwo i wódka takoż stanęły na stole. 
Ekhm.. chcę powiedzieć parę słów... albo tylko zrobię zdjęcia - Remi
Tego dnia ludzie zjeżdżali się chyba do 20 a zabawa rozkręcała się coraz bardziej. Rozmowy o motocyklach, wyprawach, wspomnienia i plany, flirty i zaloty. Czego tam nie było. Były i śpiewy przy ognisku i propozycje masaży erotycznych za 200 złotych. Co się działo po 23 kiedy sen mnie już zmorzył nie pamiętam. Ale działo się jeszcze przez kilka godzin.
Wystawka
Wszystko to sprawiło, że dnia następnego obudziłem się w dobrym humorze i bez oznak kaca. Co więcej po godzinie siódmej rano alkomat pokazał 0,00 promila. Niektórzy by powiedzieli, żem nie wykorzystał potencjału drzemiącego na stole i w jego okolicy. Ale to nie do końca prawda. W trzeźwości umysłu bynajmniej spać nie szedłem.
Tradycyjna kiełbasa z ogniska być musiała
Poranne śniadanie i kolejna dawka zambrowskich słodkości. Było ich tyle, że i na drogę każdemu się coś dostało. Kiedy Asix już doszła do siebie czas było się pożegnać. Kiedy część ludzi łącznie z nami zbierała się już do odwrotu przybyło kolejnych trzech trampkarzy. Ponoć ostatni zjawili się po 17. My odjeżdżaliśmy o 12 ciesząc się dobrą pogodą. Po drodze jeszcze musiała nastąpić przerwa w zacisznym miejscu na półgodzinną drzemkę. Zmęczeni ale w pełni zadowoleni w domu zameldowaliśmy się około 19. 
A wieczorową porą przy ognisku...
... to i pośpiewać dobrze
Wielkie podziękowania dla Neno i Remiego za organizację tego spotkania. Zjechało się 26 motocykli (nie tylko Transalpy) i 7 aut. Przewinęło się ponad 50 ludzi (dane za Remim). Pozdrowienia również dla wszystkich, którzy przybyli. Było git!
A i nasz wierny rumak w wersji full adventure dorobił się romantycznej foty w trawie

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza