23.05.2018

Żagle na maszt


Woda nigdy nie była moim żywiołem. Ze sportów wodnych nawet jakoś specjalnie nie przepadałem za chlapaniem się na plażach Bałtyku. W dużej mierze wynikało to z mojego pływackiego antytalentu. Kiedy jednak ogarnąłem te nieludzkie zdolności, w minimalnym stopniu pozwalającym jako tako panować nad przemieszczaniem się bez opadania na dno, na wodę spojrzałem nieco przychylniej. No przynajmniej przestałem jej unikać.




Na żagle też mnie nie ciągnęło. Całe to przedsięwzięcie - te maszty, kilometry lin, fale, wiatry, dziwne nazwy, komendy - wydawało mi się nie do ogarnięcia. Traf chciał, że mój przyjaciel Adam załapał żeglarskiego bakcyla i pojawiła się szansa spróbowania. Podchodzę do tego jeszcze z rezerwą, widząc jak wiele trzeba się nauczyć, żeby móc pływać po szerokich wodach, ale dostrzegam w tym też fajną zajawkę i kolejną opcję na przygodę. A opcji na przygodę nie ma co odrzucać. Lepiej się im przyjrzeć, nigdy nie wiadomo jak wiatr zawieje...




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza