06.05.2018

Kurhany, motocykle i żagle


Długa majówka dawała możliwość długiego wyjazdu. Tym razem jednak zamiast wyciskać wolne do ostatniej kropli - jak wcześniej mi się zdarzało - i niemal z trasy jechać do pracy, wybrałem nieco luźniejsze rozwiązanie korzystając z kilku możliwości.
Bo czemu by na przykład nie poszukać grobowców sprzed ponad 5000 lat? Zwłaszcza, że to doskonały pretekst do zapakowania się na moto i zrobienia długiej trasy z noclegiem gdzieś w Polsce. A i grobowce w Wietrzykowicach robią wrażenie swoją wielkością, a w zasadzie długością. Naszym przodkom z epoki kamienia chciało się robić ponad stumetrowe nasypy otoczone potężnymi głazami. Kiedyś zapewne rozciągał się w okół nich gęsty, rozległy las. Dzisiaj z tego lasu zostało niewiele, tyle tylko aby rzucać jeszcze cień na megalityczne mogiły.






A sama trasa? Nietypowo, bo cała po asfalcie. Ale pogoda nam sprzyjała, miejsce na nocleg też trafiliśmy dobre. No i przypomniało mi się, że jednak zatęskniłem za motocyklowymi tripami.

Dzień po powrocie pojechałem w rodzinne strony. A będąc tam Yamahą nie mogłem sobie odmówić odwiedzenia kilku z ulubionych miejsc. Wysoczyzna Elbląska to dla mnie bezapelacyjnie jeden z najpiękniejszych skrawków Ziemi.














Zwieńczeniem niemal tygodniowej majówki był wypad w Bory Tucholskie. Początek nie był jednak najlepszy. Zgubiłem nawigację. Odpadła gdzieś na wybojach razem z pokrowcem. Wróciłem te trzynaście kilometrów do ostatniego postoju rozglądając się po drodze ale nic nie znalazłem. Na szczęście funkcję navi pełnił stary telefon więc straty symboliczne. Potem jeszcze była mała wywrotka w koleinie, gdzieś w lesie i negatywne aspekty się skończyły.

A w Tleniu był czas relaksu z przyjaciółmi, szukanie wiatru na jeziorze, na którym nikt nie widział żaglówek, noce na łódce, niebo pełne gwiazd i poranne mgły na niezmąconej tafli jeziora.














W drodze powrotnej nawigował mnie własny cień i udało mi się trafić na rewelacyjne polne i leśne odcinki, ciesząc się z samego faktu, że jadę przed siebie. I tak od punktu do punktu zebrało się przez ten niecały tydzień ponad 1300 km. I sporo chęci na więcej.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz