09.05.2012

Transalp

Psychika nie do końca chciała zaufać takim mocowaniom
Z tego co pamiętam od zawsze chciałem mieć w przyszłości motocykl. Nie żebym miał jakiegoś hyzia, po prostu zawsze mi się to podobało. Jazda motorem wydawała mi się jakimś synonimem wolności...
Tchniony impulsem w zeszłym roku, po powrocie z Norwegii postanowiłem w końcu wcielić tę ideę w życie. Jako totalny laik w kwestii jazdy motocyklem zacząłem od zapisania się na prawo jazdy. Nieoczekiwane wsparcie dostałem od kumpla, któremu na dwa chyba dni przed zapisaniem powiedziałem o tym a on temat podchwycił i poszliśmy razem. Kurs poszedł szybko, a egzamin za pierwszym razem. Teraz tylko brakowało kluczowego elementu - motocykla. Nadchodziła jednak powoli zima więc plan był taki aby odkładać. W tym czasie uświadomiłem sobie jaki typ motocykla jest mi potrzebny. Nie małą wskazówką okazała się rada kumpla, który już trochę z tematem był obyty: chcesz motor do podróżowania celuj w enduro. No więc wziąłem sobie to do serca, choć odkąd pamiętam miał być chopper. Zacząłem z grubej rury - BMW gs1200... szybko odpadło ze względów finansowych (a i gabaryty pewnie by mnie zabiły biorąc pod uwagę, że to pierwszy motocykl). Potem nakierowałem się na Hondę Transalp XL650V. W międzyczasie jeszcze brałem pod uwagę Africę Twin i najmniejszego z GSów czyli 650. Jakoś w listopadzie kumpel upatrzył dla siebie Suzuki GS500, więc po niego pojechaliśmy. Dwóch "fachowców" jedzie po swój pierwszy sprzęt. Mogło skończyć się totalną porażką. Na szczęście ludzie w porządku i uczciwi więc moto jeździ do dziś bez większych problemów. Mi natomiast pozostało uporczywe, maniakalne wręcz śledzenie Allegro i forum Transalpa. Spuściłem też ponownie trochę z tonu dochodząc do wniosku, że lepiej kupić dobrze utrzymaną i doposażoną wersję XL600V niż niepewną i w zbyt niskiej cenie 650kę. W połowie stycznia miałem już odpowiednią ilość gotówki. Na forum TA pojawiła się oferta, telefon, kilka pytań, trochę duża cena ale moto wydawało się ładne i doposażone. Po tygodniu i jeszcze dwóch telefonach zdecydowaliśmy się jechać. Kumpel zaoferował pomoc przy oględzinach oraz samochód i przyczepkę. I ruszyli w ciemną noc... Faktycznie było jeszcze ciemno a po kilkunastu kilometrach zaczęło niebezpiecznie sypać. Na szczęście później się przejaśniło. Generalnie zimowa pogoda nie sprzyjała takiemu wypadowi, zwłaszcza, że na motocykl warto wsiąść przed zakupem i się przejechać. Dotarliśmy do Płocka, obejrzeliśmy na tyle na ile mieliśmy o tym pojęcie, pierwszy raz wsiadłem na Trampka. Człowiek go odpalił, za pierwszym razem bez problemu. Kolega zrobił jazdę próbną bo ja po zaledwie 20 godzinach jazdy na kursie nie zdobyłem się na odwagę jeżdżenia cudzym motorem w zimowych warunkach. Niestety z ceny już nie zeszliśmy (trochę udało mi się urwać wcześniej przez telefon). W trzech zapakowaliśmy Hondę na przyczepkę i do domu. Tu zamknęliśmy ją w garażu i tak stała i czekała na życzliwszą aurę a ja nie mogłem wysiedzieć w domu z myślą o tym, że już jest a jeszcze nie można...
Na szczęście nie było żadnych problemów
Trampek choć w dowodzie ma rok produkcji 1998 tak naprawdę jest rocznikiem '95. W 2011 roku sprowadzony został z Włoch. Kupiony z przebiegiem 57250 km.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz