01.10.2015

Najbliższy Wschód - Prawosławie


Będąc na wschodzie ciężko nie spotkać się z prawosławiem. Ten odłam kościoła chrześcijańskiego, który uformował się po Wielkiej Schizmie około roku 1054, wydaje się być tutaj dominujący. Na każdym kroku trafia się na ośmioramienne krzyże, a w wielu miejscowościach znajdują się cerkwie.



Jakoś mi się wydaje, że dla większości Polaków wyznanie prawosławne jest niemal całkowicie obce. Przy czym nie chodzi mi tu o założenia doktrynalne, a o samą obcość tego zjawiska. Raczej kojarzymy je z krajami za naszą wschodnią granicą. Tymczasem na terenie Polski mieszka ponad pół miliona wyznawców prawosławia. I chyba zdecydowana większość właśnie na wschodzie. To bardzo ciekawy element kulturowy tego regionu Polski. Wzbogacony piękną zabytkową architekturą, w dużej części drewnianą oraz malowniczo położonymi monastyrami.




Jeden z takich znajduje się na Grabarce. Trafiłem tam w przeddzień święta Przemienienia Pańskiego. To właśnie wtedy tysiące pielgrzymów przybywa na świętą górę. Co roku pozostawiają oni po sobie dziesiątki, czy setki krzyży wotywnych. Otaczają one cerkiew Przemienia Pańskiego gęstym półkolem.






Wśród różnych odłamów - u zarania tej samej wiary - trafimy również na Staroobrzędowców w Wodziłkach czy Unitów, którzy po Unii Brzeskiej przyjęli zwierzchnictwo papieskie zachowując własny ryt liturgiczny. Jednych i drugich zachowała się już ledwie garstka.



Ostatnią noc na tym wyjeździe spędziłem w położonym na bagiennych terenach, w pobliżu Bugu, monastyrze św. Onufrego w Jabłecznej. Zajechałem tam późnym wieczorem. Nie było już żadnych zwiedzających. Za chwilę miała zostać zamknięta główna brama. Udało mi się trafić na jednego z posłuszników, który specjalnie dla mnie otworzył cerkiew i opowiedział mi o historii tego miejsca. Już miałem się zbierać, żeby szukać miejsca na nocleg, kiedy okazało się, że za ludzkie pieniądze mogę się tu przespać w bardzo przyzwoitych warunkach. Nie zabrakło też kolacji w niezwykle sympatycznej atmosferze, w zasadzie ciężko było odejść od stołu, bo stary arcydiakon cały czas dokładał do talerza.



Kiedy jeszcze sobie przypomnę wizytę w odrynckim skicie  oraz ubiegłoroczne doświadczenia z Serbii, stwierdzam, że moje spotkania z prawosławiem są jak dotychczas wyjątkowo pozytywne. I nie mam nic przeciwko temu aby w przyszłości również takie były.



2 komentarze:

  1. Te krzyże w lesie... przerażające!
    W ogóle te miejsca/zdjęcia.. wow!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłem zaskoczony. Za długo zwlekałem z odwiedzaniem tego rejonu Polski. A jest tego wart!!

      Usuń